O wyprawie      Komitet Honorowy      Uczestnicy      Topo      Newsy                                                                    Fundacja

 

     
 
     

Sobota 2009-05-02

Komentarz lekarski po zakończeniu działalności wyprawy.


Uczestnicy przebyli prawidłowy proces aklimatyzacji. Sprzyjał jej trekkingowy charakter drogi podejścia do bazy, korzystnie rozłożonej w czasie, ze stopniowym nabieraniem wysokości. Z wyjątkiem jednej osoby, do poziomu bazy, zażywaliśmy Diuramid 0,25 2x1 tabletkę. U wszystkich występowały dyskretne objawy uboczne, głównie drętwienie palców (parestezje). Powyżej bazy (4700 m) Diuramidu już nie zażywano, aklimatyzując się klasycznie w toku kolejnych wyjść. Od początku wyprawy u uczestników występowały typowe dolegliwości ze strony układu oddechowego pod postacią suchego, męczącego kaszlu. Towarzyszył on uczestnikom do końca wyprawy i nasilał się wraz z wysokością, nie ustępował po stosowaniu szerokiego wachlarza leków. Przyczyną jest suche powietrze z zawieszonym pyłem lodowcowym. U żadnego z uczestników kaszlowi nie towarzyszyła gorączka, nie podawano antybiotyków. W trakcie akcji powyżej bazy występowały wszystkie charakterystyczne objawy wstępne choroby wysokościowej, najczęstsze z nich to: utrata łaknienia, bóle głowy i postępujące osłabienie, zaburzenia snu. Postęp aklimatyzacji polegał na tym, że wymienione objawy występowały coraz wyżej. Nie wystąpiły u nikogo objawy ostrej choroby wysokościowej (obrzęk płuc, obrzęk mózgu).
Stwierdzono pojedyncze przypadki powierzchownych odmrożeń (pierwszego stopnia) w zakresie palców stóp. Obserwowano także pojedynczy incydent podwójnego widzenia, krótkotrwały. Wśród uczestników nie odnotowano istotnych urazów, ani zachorowań.

Niewątpliwy wpływ na przebieg wyprawy miały dramatyczne wydarzenia z dnia 8 kwietnia. Działający niezależnie od naszej wyprawy, w zespole z Peterem Hamorem, Piotr Morawski, wpadł do głębokiej szczeliny tuż poniżej obozu I. Towarzyszące mu dwie osoby nie mogły go wydobyć, udało się to po dotarciu naszej grupy do miejsca wypadku, po 3 godzinach. Piotr nie wykazywał już oznak życia, reanimacja była nieskuteczna. Pochowaliśmy Piotra w szczelinie po ustaleniach z rodziną.
Od tej pory w zespole dało się zaobserwować zdecydowany spadek nastroju, osłabienie "ciągu w górę" i tendencje zachowawcze w działalności. Nałożyły się na to trudności w utrzymaniu obozu drugiego, konieczność ciągłego poręczowania pól lodowych, typowe dolegliwości związane z wysokością, dokuczliwy wiatr.
Pomimo dobrej pogody zespoły zakończyły działalność, nie dochodząc do końca kluczowej grani. Zabrakło koncentracji sił psychicznych i fizycznych do ostatecznego ataku szczytowego, a także rezerwy czasowej.
W tym samym czasie działały obok nas dwie egzotyczne dla nas wyprawy - oblężnicza wyprawa armii indyjskiej (z kilkunastoma Szerpami, z założenia z tlenem i ciągiem poręczy) i duża wyprawa koreańska (również oparta na Szerpach). Nie czekaliśmy na ich aktywność, lecz jako wyprawa sportowa polegaliśmy na sobie.
Może zabrakło determinacji, a może zostaliśmy uchronieni przed stratami. W ataku szczytowym, w którym teoretycznie mogliśmy brać udział, zaginął Mehdi (solista z Iranu), odmrożeń doznał David Fojtik (Czech) i Koreańczyk (po biwaku w jamie śnieżnej). Nie jest pewnym, czy ktokolwiek był na szczycie, z powodu intensywnej burzy i znikomej widoczności.

Roman Mazik
Lekarz Wyprawy



   
     

Sobota 2009-05-02

Koniec wyprawy.


Kolejne dni działalności na Dhaulagiri nie przyniosły korzystnych rozstrzygnięć. W obozie drugim rozchorował się E.Lichota i zmuszony był zejść do bazy 27 kwietnia. W tym czasie R.Gajewski i M.Pawlikowski udali się z jedynki do obozu drugiego z zamiarem dojścia do trójki, którą mają założyć G.Bargiel i A.Mikler przebywający w obozie drugim.
W kolejnym dniu zespół z dwójki wychodzi w kierunku obozu trzeciego poręczując drogę do wysokości 7300m. Na miejsce tzw. dolnej trójki docierają na tyle zmęczeni, że nie są w stanie zakładać obozu i postanawiają schodzić na odpoczynek do bazy. Następnego dnia R.Gajewski i M.Pawlikowski podjęli próbę założenia obozu trzeciego. Niestety po dojściu do wysokości 7250m, nie udało się po raz kolejny założyć obozu trzeciego. Po czterodniowej działalności w górze zeszli do bazy pierwszego maja.

Z uwagi na prognozy pogody i margines czasu jaki pozostał nam na działalność nie planujemy już kolejnych wyjść i tym samym kończymy wyprawę.
Piątego maja planujemy likwidację bazy i rozpoczęcie karawany powrotnej. W Kathamndu będziemy ósmego maja wieczorem.

Tomasz Witkowski



   
     

Niedziela 2009-04-26

Dhaulagiri niełaskawa.


"W sobotę zamiast w czwartek przyszedł do nas redaktor Bartek" Solik, przynosząc nam listy i wiadomości z kraju.
Zespół E.Lichota, G.Bargiel i A.Mikler w trudnych warunkach (silny wiatr) dotarli dziś do obozu drugiego, gdzie zastali zniszczony zasypany namiot (połamane maszty przez wiatr i śnieg). Po ciężkiej pracy doprowadzili obóz do stanu używalności.
Prognozy dotyczące wiatru na najbliższe dni nie są optymistyczne, liczymy jednak na to że uda im się założyć obóz trzeci.
Trudności w drodze do obozu trzeciego są większe niż zwykle ponieważ mała ilość opadów śniegu i silne wiatry zamieniają śnieżna grań w lodową. Duża ilość lodu wymusza zakładanie poręczówek na całej trasie w kierunku trójki.
Reszta ekipy siedzi w bazie pod troskliwa opieką lekarza wyprawy.

Tomasz Witkowski

Dwójka 6800m









Na poręczówkach powyżej dwójki i wywiady w bazie








   
foto: R.Gajewski, T.Witkowski



   
     

Środa 2009-04-22

Mamy obóz drugi.


Kolejny dzień działań na grani NE Dhaulagiri zaowocował ustawieniem obozu drugiego w docelowym miejscu na wysokości 6800 m n.p.m., dokonał tego zespół E.Lichota, G.Bargiel i A.Mikler. W dniu 20.04 w drodze z obozu pierwszego został zlikwidowany depozyt na wysokości 6400, a następnie po dotarciu do namiotu pozostawionego przez R.Gajewskiego i M.Pawlikowskiego koledzy przenieśli wszystkie ładunki na miejsce obozu drugiego i przystąpili do przygotowywania platformy pod namiot. Pracowali do późnych godzin wieczornych w temperaturze -18 stopni i przy wzmagającym się wietrze. O zmroku udało się zakończyć prace i rozstawić namiot. Następnego dnia (21.04) rozpoczęło się poręczowanie drogi w kierunku obozu trzeciego. Ekipa dotarła do wysokości ok. 7000 m n.p.m., a następnie rozpoczęła zejście na odpoczynek do bazy. Do bazy dotarli o godzinie 16.
Dzień wcześniej R.Mazik wraz z Szerpą donieśli zaopatrzenie do obozu pierwszego i dalej do depozytu na wys. 6400 m n.p.m., a następnie zeszli do bazy.
W dniu 20.04 z bazy wyruszyli również R.Gajewski, M.Pawlikowski i T.Witkowski z kolejną partią zaopatrzenia oraz z zamiarem spędzenia nocy w obozie drugim. Po dotarciu do jedynki konieczne było poprawienie rozstawionych tam namiotów i przygotowanie zaopatrzenia dla obozu drugiego.
Następnego dnia (21.04) w kierunku dwójki udaje się R.Gajewski i M.Pawlikowski, a T.Witkowski schodzi do bazy. W nocy z wtorku na środę nastąpiło załamanie pogody i opady śniegu, które dotarły również do bazy. Środowy poranek zespół pozostający w dwójce rozpoczął od odśnieżania i zabezpieczenia namiotu, a następnie podjęto próbę kontynuacji poręczowania w kiernku trójki. Po rozciągnięciu ok. 100m lin poręczowych R.Gajewski i M.Pawlikowski postanowili schodzić na dół.
Prognozy które otrzymaliśmy od meteorologa z Insbruku przepowiadają na najbliższe dni aż do poniedziałku 27.04 wiatry o prędkości od 80 do 130 km/h i temperatury w zakresie -15 do -25 stopni na wysokości 7000-8000 metrów, jeśli się sprawdzą mogą uniemożliwić nam działalność w tych terminach.

Tomasz Witkowski

Dwójka 6800m foto: T.Witkowski









Poręczowanie do trójki








   
foto: E.Lichota



   
     

Piątek 2009-04-17

Zdobywamy wysokość.


W dniu 13.04.2009 z bazy wyruszył zespół G.Bargiel, E.Lichota, A.Mikler, R.Gajewski trasując drogę przez lodowiec, która uległa zmianie w wyniku dużych opadów śniegu. W trakcie marszy w kierunku obozu pierwszego o godzinie 14:30 wraz z Peterem Hamorem pochowaliśmy Piotra Morawskiego, którego ciało z godnie z himalajską tradycją zostaje opuszczone na linach do szczeliny lodowcowej na wysokości 5700 m n.p.m., po czym udają się na nocleg do obozu pierwszego.
Następnego dnia G.Bargiel, E.Lichota i A. Mikler idą w kierunku miejsca obozu drugiego. Po ostatnich opadach droga wymaga torowania w świeżym śniegu, teren jest bardzo zmieniony (duże pryzmy przewiewanego śniegu), w związku z tym biwak udaje im się założyć na wysokości 6450 m n.p.m., gdzie spędzają noc. Tego samego dnia do jedynki dochodzi M.Pawlikowski i T.Witkowski.
Kolejnego dnia (15.04.2009) z jedynki w kierunku obozu drugiego wychodzą M.Pawlikowski, R.Gajewski i T.Witkowski, po drodze mijają kolegów którzy schodzą na odpoczynek do bazy. T.Witkowski zostaje w namiocie na 6450 m n.p.m., a M.Pawlikowski i R.Gajewski próbują dotrzeć do na właściwe miejsce obozu drugiego. W trakcie ich podejścia rozpętała się burza śnieżna i biwak zmuszeni byli założyć w pierwszym dogodnym miejscu co wypadło na wysokości 6650 m n.p.m.. W nocy duży opad śniegu (burza śnieżna) stwarza zagrożenie lawinowe. Około północy konieczne jest odkopanie namiotu i założenie stanowiska asekuracyjnego po drugiej stronie grani dla zaasekurowania namiotu i siebie linami. W namiocie śpią w uprzężach i butach wpięci do liny asekuracyjnej. Po tej ciężkiej nocy wszyscy schodzą w kierunku bazy. T.Witkowski likwiduje biwak na 6450 m n.p.m. i przygotowuje depozyt do zabrania w kolejnej turze na miejsce obozu drugiego. R.Gajewski i M.Pawlikowski przed wyruszeniem w dół przenoszą jeszcze namiot w bezpieczniejsze miejsce na grań, gdzie pozostawiają go z opuszczonymi masztami w celu zabezpieczenia przed zabraniem przez wiatr. Po drodze w dół cała trójka spotyka się w obozie pierwszym, gdzie po krótkim odpoczynku schodzi do bazy. W bazie spotyka się cały skład wyprawy.
Oprócz naszej wyprawy na Dhaulagiri rozpoczęły wczoraj działalność wyprawa Koreańska i Ekspedycja Armii Indyjskiej.

Ryszard Gajewski

Na biwaku 6450 m









Zejście z 6450 m








   
foto: A.Mikler



   
     

Niedziela 2009-04-12

Wielkanoc pod Dhaulagiri


W niedzielę wielkanocną z godnie polską tradycją przygotowaliśmy świąteczne śniadanie. Do wspólnego świątecznego stołu zaprosiliśmy przebywających pod Dhaulagiri innych polaków, trekkersów i uczestników wyprawy polsko - słowackiej. Na stole oczywiście nie zabrakło gotowanych jaj, pisanek, cukrowego baranka i potraw takich jak żurek, mazurek i niezliczone ilości wędlin. Dzięki dobrej pogodzie śniadanie przygotowano pod gołym niebem. Wspólne biesiadowanie rozpoczęło się świąteczna modlitwą.
Po typowo polskim akcencie świątecznym zostaliśmy zaproszeni na nabożeństwo buddyjskie prowadzone przez specjalnie na ta okazję sprowadzonego z Kathmandu Lamę. Modlitwy do buddyjskich bóstw i duchów były odprawiane głównie w intencji wspinających się na Dhaulugiri.
W dniu jutrzejszym planujemy kolejne wyjście do góry którego celem będzie doposażenie już istniejącej jedynki i dalej wspinaczka w kierunku obozu drugiego.

Tomasz Witkowski


















   
foto: T.Witkowski



   
     

Piątek 2009-04-10

Wszyscy w bazie.


Cały dzień oczekiwaliśmy w bazie na zespół wracający z jedynki. Problemem była duża ilość śniegu jaki spadł wczoraj w nocy.
Zespół Mazik, Witkowski, Pawlikowski musiał przedzierać się przez zwały śniegu jakie utworzyły się na drodze zejściowej. Z obozu pierwszego wyszli o godz. 6:00, a do bazy dotarli dopiero o 15.
Najbliższe dni spędzimy w bazie, gdyż warunki śnieżne w rejonie Dhaulagiri są bardzo trudne, a wydarzenia ostatnich dni powodują, że potrzebujemy chwilę odpoczynku.

Ryszard Gajewski

Jedynka









Zejście do bazy








   
foto: M.Pawlikowski



   
     

Czwartek 2009-04-09

TRAGICZNY DZIEŃ POD DHAULAGIRI


W dniu wczorajszym 8.04.2009 zdarzył się nieszczęśliwy wypadek na Dhaulagiri, któremu uległ Piotr Morawski kierownik polsko-słowackiej wyprawy Dhaulagiri- Manaslu. Pierwszy schodzący w trójkowym zespole Piotr Morawski wpadł 20 metrów do szczeliny lodowcowej kilkadziesiąt metrów poniżej Obozu I (5760 m n.p.m.). Jego partnerzy sami nie byli w stanie wydobyć poszkodowanego ze szczeliny. Poinformowany o wypadku zespół wyprawy TOPR, który akurat podchodził do obozu I (Maciej Pawlikowski, Roman Mazik, Tomasz Witkowski) pośpieszył na pomoc. Nasi koledzy wyciągnęli w trudnej i technicznie skomplikowanej akcji poszkodowanego i natychmiast rozpoczęli reanimację już na powierzchni lodowca. O 12.40 lekarz Wyprawy TOPR Roman Mazik stwierdził zgon Piotra Morawskiego. Ten przykry i smutny dzień nasz zespół zakończył w obozie I, gdzie spędził noc. W dniu dzisiejszym duży opad śniegu - ok. 90 cm unieruchomił zespół w "jedynce". W bazie pozostają : Ryszard Gajewski, Andrzej Mikler, Grzegorz Bargiel i Edward Lichota. Prognoza pogody na jutro jest już dobra i powinniśmy wszyscy spotkać się w bazie.

Ryszard Gajewski.


   
     

Wtorek 2009-04-07

Mamy Jedynkę.


Wczoraj w południe (06.04) R.Gajewski, E.Lichota, G.Bargiel i A.Mikler założyli obóz pierwszy na wysokości 5750 m n.p.m.. Po spędzeniu nocy na tej wysokości wszyscy zeszli do bazy. W tym czasie M.Pawlikowski i T.Witkowski założyli depozyt żywnościowo- sprzętowy na wysokości 5000 m n.p.m. na trasie podejścia do obozu pierwszego. Po południu ok. godziny 14 pogoda na poziomie bazy załamała się i zaczął padać grad oraz było słychać wyładowania atmosferyczne. Opady trwały do późnych godzin nocnych. Według docierających do nas prognoz, pogoda taka ma się utrzymać do końca tygodnia. Aktualnie wygląda to tak (na poziomie bazy) temperatura w nocy do -14, w dzień -3, rano słońce, a od 11-12 zachmurzenie i niewielkie opady śniegu. W dniu jutrzejszym we wczesnych godzinach rannych do obozu pierwszego planują wyruszyć M.Pawlikowski, R.Mazik i T.Witkowski, plan wyjścia zakłada przebudowę i doposażenie obozu oraz spędzenie w nim nocy w celu aklimatyzacji. Również wczoraj dotarły do bazy wszystkie nasze ładunki i wreszcie możemy działać z pełnym wyposażeniem. W związku z tym mogliśmy oficjalnie otworzyć naszą bazę.

Tomasz Witkowski

Droga do Jedynki

foto: R.Gajewski







Jedynka - obóz pierwszy
foto: R.Gajeski, G.Bargiel







Otwarcie Bazy
   
foto: T.Witkowski











   
     

Niedziela 2009-04-05

Jesteśmy w bazie.


Wczoraj w godzinach popołudniowych wszyscy uczestnicy wyprawy dotarli do bazy położonej na wysokości 4650 m n.p.m.. Ale pokoleji.
Nasza ostatnia wiadomość mogła być wysłana dopiero z drogi pomiędzy Italian Base Camp, a bazą ponieważ kształt doliny (głęboki kanion) nie pozwalał na łaczność satelitarną. Trzeciego kwietnia dotarliśmy do bazy włoskiej, skąd tego samego ranka wyszedł do bazy Rysiek Gajewski z trójką wyprawowiczów. Po południu pozostała z nami grupa tragarzy usiłowała wynegocjować, poraz kolejny wyższe stawki z Sirdarem i po krótkiej, ale burzliwej kłótni postanowili schodzić na dół. Sirdar nie tracąc głowy zorganizował kolejną grupę kulisów, która bez żadnych ceregieli przygotowała ładunki do niesienia i następnego dnia zgodnie z planem mogliśmy iść dalej. Niestety nie wszystkie nasze bagaże dotarły wraz z nami do bazy. Część została w bazie włoskiej, a część w bazie japońskiej (dwie godziny poniżej bazy). Donoszone są wahadłowo przez kulisów i spodziwamy się, że komplet powinien być jutro popołudniu. Brak całości sprzętu w tym osobistego utrudnia nam planowanie akcji górskiej.
Mimo to już dziś rano na rekonesans w kierunku obozu pierwszego wyruszył R.Gajewski i E.Lichota osiągając wysokość 5100 m na lodowcu prowadzącym na przełęcz północno-wschodnią, gdzie stanie jedynka. Po drodze poprawili oporęczowanie dojścia przez czoło lodowca i przygotowali do zabezpieczenia szczeliny lodowcowe przegradzające szlak podejścia. Na jutro zaplanowane jest wyjście czteroosobowej grupy w celu założenia obozu pierwszego. Pierwotnie jedynka składać się będzie z dwóch namiotów i wyposażenia kuchennego. Po drodze konieczne będzie również uzupełnienie oporęczowania na lodowcu.
Pogoda narazie nam dopisuje, jedynym problemem jest brak śniegu na północnej ścianie w rejonie drogi japońskiej.

Tomasz Witkowski

Baza wyprawy









Pakowanie sprzętu do jedynki    
foto: T.Witkowski











   
     

Czwartek 2009-04-02

Strajk Kulisów.

Pierwszego kwietnia dotarliśmy do Dovan. Jest to położona na skraju dżungli osada pasterska służąca również jako pole namiotowe dla wypraw i trekkingów przechodzących tą doliną. Popołunie było dość pogodne, pod wieczór zaczął padać drobny deszcz który szybko przerodził się w wielką burzę. W ciągu godziny spadło 10 cm gradu wielkości grochu, a następnie przez kilka godzin padał deszcz, który kompletnie przemoczył nasze namioty. Jeden z namiotów podmył tak silnie że trzeba było rozstawić nowy. Rano okazało się że większa część kulisów nie chce iść dalej ze względu na warunki. W okolicach Bazy Włoskiej (Italian Base Camp) leży ok 10 cm sniegu natomiast dojście do bazy głównej jest już w głębokim śniegu do pół uda. Negocjacje z tragarzami trwały około dwóch godzin. W rezultacie zostało ich 35-ciu. Sirdar naszej karawany zwerbował jeszcze kilka osób z miejscowej ludności. Wczesnym popołudniem dotarliśmy do Sallagari (3010 m.n.p.m), gdzie został rozbity kolejny obóz. Stąd kulisi wahadłowo noszą nasze ładunki do góry. Kierownik Rysiek Gajewski wraz z trzema uczestnikami wyprawy (G.Bargiel, E.Lichota, A.Mikler) udali się na lekko ze szturmowymi namiotami do Italin Base Camp. Jutro (3.05), pozostali uczestnicy wyprawy i kulisi wyruszają również do Bazy Włoskiej.
W związku z tymi kłopotami założenie bazy pod Dhaulagiri opoźni się o jeden, dwa dni.

Maciej Pawlikowski


   
     

Wtorek 2009-03-31

Karawny dzień czwarty.


Od czterech dni wędrujemy doliną Myagdi, w kierunku bazy na lodowcu pod Dhaulagiri. Pogoda narazie nam dopisuje i gdyby nie karawana do której musimy się dostosować moglibyśmy iśc conajmniej jeden dzień szybciej. Etap karawany z Beni do Darbang gdzie można było podjechać samochodem musieliśmy iść, pieszo ponieważ przywieźliśmy ze soba tragarzy z Kathmandu, co nie było dobrze widziane przez miejscowych. W dolinach jest sucho i nawet charakterystyczne wielkie wodospady są bez wody. Z powodu suszy krajobrazy bardziej przypominają jesień niż wiosnę. Dzisiejszy etap karawany do Bogary, wiódł eksponowanymi śćieżkami po których trzeba się było wspinać wzdłuż stałych poręczówek rozciąganych przez tubylców. Część kulisów z wiekszymi ładunkami musiała obchodzic ten trudny odcinek inną dużo dłuższą i wyżej położoną drogą. Pod koniec dzisiejszej wędrowki ukazał się naszym oczom masyw Dhaulagiri II, naszego szczytu jeszcze nie widać gdyż jest schowany za załomem doliny, zobaczymy go dopiero pojutrze.
Do bazy pozostało nam jeszcze trzy dni marszu.

Maciej Pawlikowski

Droga do Bogary









   
foto: T.Witkowski











   
     

Sobota 2009-03-28

Rusza Karawana


Po długim załatwianiu formalności na lotnisku w czwartek popołudniu udało się przetransportować cargo wyprawy do hotelu. W między czasie pakowane były ładunki z zakupionego w Kathmandu sprzętu i żywności. Następnie trzeba było przepakowac ładunki z cargo tak aby każdu miał 30 kg oraz napełnić tlenem butle ratownicze dowiezione z kraju.
Wieczorem nasza agencja trekkingowa przygotowała dla nas uroczystą kolację regionalną. W piątek pobudka o szóstej rano, szybkie śniadanie i wyjazd busem. Droga do Beni przez Pokharę zajeła nam 12 godzin, do celu dotarliśmy już po zmroku. Wkrótce po nas dojechały nasze ładunki i po rozpakowaniu sprzętu i przeliczeniu wszystkich pakunków moglismy zjeść zasłużoną kolację.
Dziś od rana trwały gorączkowe przygotowania do karawany, które polegały na przepakowywaniu sprzętu i kilkakrotnej zmianie koncepcji jego transportu. Ostatecznie karawana ruszyła o godzinie 9. Nasze ładunki osobiste i sprzętowe to 28 pakunków do tego dochodzi drugie tyle wyposażenia bazy zapewnionego przez agencję trekkingową. W sumie cała nasza karawana składa sie z 80 tragarzy.
Osiągnięcie bazy planowane jest za 6-7 dni.

Ryszard Gajewski

Przygotowanie ładunków w Kathmandu i Beni.









   
foto: T.Witkowski











   
     

Czwartek 2009-03-24

Wyprawa dotarła do Kathmandu


Po długim locie samolotami wyprawa o godzinie 15:30 - 24.03.2009, wyprawa dotarła do Kathmandu. Jeszcze wieczorem odbyły się ostateczne negocjacje z obsługującą naszą bazę i karawanę agencją. Po krótkim odpoczynku, dziś rano zostały rozdzielone zadania dla poszczególnych członków wyprawy. Część uczestników zajęła się zakupami sprzętu, a reszta odbieraniem cargo i załatwieniem formalności.
Po południu odbyło się spotkanie w Ministerstwie Turystyki i Lotnictwa Cywilnego, podczas spotkania kierownik wyprawy Ryszard Gajewski odebrał pozwolenie na zdobywanie szczytu przez wyprawę. "Od tej chwili jesteśmy oficjalną wyprawą w Nepalu i ruszamy pełna parą."- powiedział R.Gajewski
W dniu jutrzejszym spodziewamy się zakończyć formalności z odbiorem cargo z lotniska i zaczniemy przygotowanie ładunków dla karawany.

Maciej Pawlikowski











   












   
     

Czwartek 2009-02-12

Przekazanie sprzętu MOUNTAIN HARDWEAR i OSPREY dla wyprawy


W centrali TOPR w Zakopanem został przekazany sprzęt firm Mountain Hardware i Osprey dla uczestników wyprawy. Przekazania sprzetu na ręce naczelnika TOPR Jana Krzysztofa i kierownika wyprawy Ryszarda Gajewskiego dokonał prezes zarządu firmy Alpin Sport Maciej Kałwak
Jednym z najważniejszych elementów ekwipunku otrzymanego od Aplin Sport są profesjonalne kombinezony puchowe umożliwiające wspinaczkę w ekstremalnych warunkach jakie panują na wysokościach powyżej 7000m.
DZIĘKUJEMY











   












   
     

Czwartek 2008-11-13

Zakup biletów lotniczych


Wyprawa zakupiła już bilety lotnicze na trasie Warszawa - New Dehli. Wylot z Warszawy w dniu 23 marca 2009, powrót 14 maja 2009. Dzięki wsparciu linii lotniczych British Airways, dla naszej wyprawy zostały zastosowane specjalne taryfy cenowe.


   
     

Piątek 2008-11-07

SALEWA przekazuje ekwipunek dla wyprawy.


SALEWA pieczętując swój udział w sponsoringu wyprawy organizowanej z okazji 100 - lecia powstania Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego oficjalnie przekazała ekwipunek wyprawowy. Każdy uczestnik został wyposażony przez firmę SALEWA w zestaw profesjonalnej odzieży, sprzętu oraz obuwia. Jesteśmy pewni, iż te sprawdzone przez profesjonalistów produkty ułatwią dzielnym uczestnikom wyprawy zdobycie szczytu i szczęśliwy powrót
Zapraszamy na stronę: www.salewa.com


   







   
     

Piątek 2008-08-01

Pozyskiwanie środków finansowych


Finansowanie tak dużego przedsięwzięcia jak nasza wyprawa jest trudnym, mozolnym zadaniem. W chwili obecnej trwają prace zarządu i rady fundacji nad pozyskaniem strategicznego sponsora dla wyprawy. W ciągu najbliższych dwóch miesięcy mamy nadzieję mieć pewność co do źródeł finansowania całego przedsięwzięcia.

   
 
 


        © copyright TOPR